niedziela, 15 grudnia 2013

Bananowe babeczki z kremem budyniowym

W tym roku nie wysilałam się urodzinowo. Żadne torty, żadne maziate ciastka. Było szybko, prosto, ale i całkiem smacznie - ba jak na tak niewielki wkład pracy wręcz nadspodziewanie. 


Bananowe babeczki z kremem budyniowym (12 szt.)
Składniki:
1 dojrzały banan
220 gr mąki pszennej
90 gr brązowego cukru - w tym waniliowy na badzie Demerary
2 jaja
100 ml mleka
2-3 łyżki śmietany
1 łyżeczka przyprawy korzennej
100 gr miękkiego masła
1 i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

Krem:
100 gr miękkiego masła
1/3 waniliowego budyniu
300 ml mleka
1 i 1/2 łyżki cukru

Przygotowanie:
Nagrzej piekarnik do 180 stopni Celsjusza. Utrzyj masło na puszystą masę. Banana rozgnieć i dodaj do masła. Następnie dodawaj po jednym jajku i dosypuj stopniowo cukru nadal ucierając. No utartej cukrowo-maślano-jajecznej masy wmieszaj bardzo delikatnie łyżką przesianą mąkę połączoną z proszkiem do pieczenia i przyprawa korzenną, mleko oraz śmietanę. Ciasto przełóż do foremki wyłożonej papilotami i piecz w przez około 30 minut - babeczki muszą urosnąć i wyraźnie się zarumienić.


W międzyczasie zagotuj mleko i zrób budyń wg przepisu na torebce. Budyń przykryj folią spożywczą i odstaw do wystudzenia. Następnie utrzyj ciepłe masło na puszystą masę i ciągle mieszając dodawaj po jednej łyżce wystudzonego budyniu. Kiedy krem wyraźnie zgęstnieje jest gotowy. Udekoruj nim wystudzone babeczki.

czwartek, 12 grudnia 2013

Mieszany bez wyrabiania

Lubię chleb bez wyrabiania. Lenistwo, które nie przeszkadza w produkcji tego chleba jest po prostu cudowne. Składniki do jednego gara, lekkie merdanie i chleb oddala się w niepamięć na co najmniej 12 godzin. A później i tak pachnie i smakuje, jak każdy inny domowy wypiek. O tak - to chleb zdecydowanie dla leniwych i zapracowanych. Robi się praktycznie sam. 

Chleb mieszany bez wyrabiania
Składniki:
1 szklanka mąki żytniej pełnoziarnistej
1 szklanka mąki owsianej
4 szklanki mąki pszennej chlebowej
3-4 szklanki ciepłej wody
10 g drożdży piekarniczych
1/2 szklanki siemienia lnianego
1/2 szklanki słonecznika
1 łyżeczka octu balsamicznego
1 łyżeczka brązowego cukru
2 łyżeczki soli

Przygotowanie:
Drożdże rozprowadź w niewielkiej ilości ciepłej wody razem z cukrem i odrobiną mąki. Następnie połącz wszystkie składniki i wymieszaj ciasto, ale nie wyrabiaj. Miskę, w której znajduje się ciasto zakryj folia spożywczą i odstaw w ciepłe miejsce na 12-16 godzin - wszystko zależy od temperatury. W tym czasie drożdże zaczną działać, ciasto wyrośnie i zmieni swoją konsystencję, na bardziej zwartą, lepką i elastyczną. Po wyrośnięciu ciasto lekko przemieszaj i przełóż na mocno oprószoną mąką ściereczkę bawełnianą - dla utrzymania formy możesz całość umieścić w durszlaku, misce, albo inny naczyniu.Ciasto odstaw w ciepłe miejsce na góra 2-3 godziny - choć czasem wystarczy mu i jedna - aby wyrosło i osiągnęło swoją docelową wielkość. Nagrzej piekarnik z żeliwnym garnkiem w środku nakrytym pokrywką do 200-220°C i daj mu minimum 15-20 minut na porządne rozgrzanie. Następnie wyjmij garnek i bardzo delikatnie przełóż do niego chleb. Garnek nakryj pokrywką i piecz przez około 50-60 minut. Pod koniec pieczenia zdejmij pokrywkę i przypiecz ładnie skórkę z wierzchu. Chleb jest gotowy kiedy odchodzi od brzegów garnka i jest wyraźnie rumiany i oczywiście popukany od spodu wydaje głuchy dźwięk.


piątek, 6 grudnia 2013

Chleb kukurydziany wg Hamelmana

O ile się nie mylę to mój pierwszy chleb wg Hamelmana. I po tym jak smakuje sądzę, że nie ostatni. Tym bardziej, że zabawa w pieczenie jest niezwykle przyjemna. 


Chleb kukurydziany na poolish czyli polskim rozczynie drożdżowym
wg Hamelmana

składniki na zaczyn „poolish”:
125g maki pszennej 550
125g wody
0,5g drożdży świeżych (mniej niż ¼ łyżeczki drożdży instant)
ciasto właściwe
250g maki 550
125g maki kukurydzianej
190g wody
1 łyżeczka soli
7g drożdży świeżych (plaska łyżeczka instant)
1,5 łyżki oleju
250g zaczynu j.w.
garść orzechów
Przygotowanie:
W przeddzień pieczenia zrób zaczyn poolish. Rozmieszaj drożdże w wodzie, dodaj mąkę i całość wymieszaj. Przykryj folią i odstaw na 12 do 16 godzin w temperaturze pokojowej.

Następnego dnia mąkę kukurydziana rozmieszaj z drożdżami rozprowadzonymi w wodzie, wymieszać i odstawić na ok. 15 minut (w tym czasie mąka kukurydziana powinna trochę napęcznieć, co powinno ułatwić późniejsze wyrabianie ciasta). Dodaj pozostałe składniki chleba i wyrabiaj (mikserem ok. 3 minut – poziom 1). Mąka kukurydziana nie jest łatwa do wyrabiania. Dlatego ważne jest aby na tym etapie skontrolować jeszcze konsystencje ciasta, w miarę potrzeby dodać maki lub wody. Wyrobiaj jeszcze raz około 3 minut (mikser – poziom 2). Ja dolewałam wody. Ciasto wyszło gładkie i błyszczące, a dla urozmaicenia dosypałam garść orzechów włoskich.

Ciasto odstaw przykryte do wyrośnięcia na półtorej godziny, w międzyczasie po ok 45 minutach  lekko je odgazuj, uformuj kulę i znowu odstawić.

Po półtorej godziny chleb wyjmij z miski, odgazuj i uformuj z grubsza, przykryj i daj odpocząć 10-20 minut. Uformuj na blacie zgrabny bochenek z ładnie napiętą powierzchnia i ułóż w koszyku do wyrastania na 1,5 godziny w temp ok. 24 st. - ja uznałam, że tym razem chleb winien wyjść z foremki i umieściłam go w keksówce.


Piekarnik nagrzej do 240 stopni Celsjusza, następnie  wlej do formy ustawionej na dnie piekarnika pól szklanki wrzątku.
Kiedy chleb zacznie się rumienić otwórz na chwilkę drzwiczki piekarnika, żeby usunąć nadmiar pary. Piecz ok. 40 minut.


Lista piekących:

Amber http://www.kuchennymidrzwiami.pl/chleb-kukurydziany-na-poolish-j-hamelmana-listopadowa-piekarnia/

Ania http://bajkorada.blogspot.com/2013/12/chleb-kukurydziany_6.html

Ania http://krzywakromeczka.blogspot.com/2013/12/chleb-kukurydziany-wg-hamelmana.html

Ania W http://magnolia-rozmaryn.blogspot.com/2013/12/listopadowa-piekarnia-chleb-kukurydziany.html

Anna http://ankawell.blogspot.com/2013/12/chleb-kukurydziany-na-poolish.html

Aga http://wsezonie.blogspot.com/2013/12/kukurydziane-bueczki-i-o-tym-jak.html

Alucha http://nieladmalutki.blogspot.com/2013/12/chleb-kukurydziany.html

Bożena http://mojekucharzenie-bozena-1968.blogspot.com/2013/12/chleb-kukurydziany-na-poolish-czyli.html

Bożenka http://www.smakowekubki.com/2013/12/chleb-kukurydziany-na-polskim-zaczynie.html

Danusia http://prl-kuchniadanusi.blogspot.com/2013/12/chleb-kukurydziany-listopadowa-piekarnia.html

Gatita http://kulinarneprzygodygatity.blogspot.com/2013/12/chleb-kukurydziany-na-poolish-czyli.html

Gosia http://codojedzenia.pl/chleb-kukurydziany-na-poolish-czyli-polskim-rozczynie-drozdzowym/

Gosia http://kochamgary.blogspot.com/2013/12/i-znowu-razem-w-listopadzie-chleb.html

Gucio http://kuchniagucia.blogspot.com/2013/11/chleb-kukurydziany-na-poolish-i-zakwasie.html

Iga http://japoziomka.blogspot.com/2013/12/listopadowa-piekarnia.html

Kamila http://ogrodybabilonu.blogspot.com/2013/12/chleb-kukurydziany-na-poolish.html

Karolina http://bochnasaysdelicious.blogspot.com/2013/12/chleb-kukurydziany-z-listopadowej.html

Kartoflana http://zkartoflanegopola.blox.pl/html

Krecia http://bybyloprzyjemniej.blogspot.com/2013/12/zaproszenie-do-listopadowej-piekarni-i.html

Łucja http://fabrykakulinarnychinspiracji.blogspot.com/2013/12/chleb-kukurydziany-na-poolish-wg-j.html

Magda http://konwaliewkuchni.blogspot.com/2013/12/listopadowa-piekarnia-i-chleb.html

Marcin http://swiatprzepisow.com/chleb-kukurydziany-na-zaczynie-drozdzowym-poolish-j-hamelmana/

Margot http://kuchniaalicji.blogspot.com/2013/12/chleb-kukurydziany-na-poolish.html

Marta http://czeresniowakuchnia.blogspot.com/2013/12/chleb-kukurydziany-na-poolish-jhamelmana.html

Marzena http://zaciszekuchenne.blogspot.com/2013/12/chleb-kukurydziany-na-poolish-czyli.html

Olimpia http://www.pomyslowepieczenie.blogspot.com/2013/12/chleb-kukurydziany-na-poolish-czyli.html

Renata S http://forksncanvas.blogspot.com/2013/12/listopadowa-piekarnia-czyli-chleb.html

Śliwka  http://smakowitychleb.pl/chleb-kukurydziany-na-poolish-czyli-polskim-rozczynie-drozdzowym/

Tofka http://www.parawkuchni.blogspot.com/2013/12/chleb-kukurydziany-wg-hamelmana.html

Wisła http://zapachchleba.blogspot.com/2013/12/chleb-kukurydziany-na-poolish.html

Dzięki za wspólne pieczenie!

poniedziałek, 4 listopada 2013

Karmelizowane pory, pestki i chleb

Pierwszy raza zabawiłam się we wspólne pieczenie chleba u Amber i nie żałuję. Po pierwsze tęskniłam trochę za Weekendową Piekarnią, a zamysł jest ten sam. Po drugie... smak tego chleba.  Lekko słodkawy karmelizowany por i uprażone pestki naprawdę dają radę. A zapach? Już przy samym karmelizowaniu pora wszyscy domownicy pociągali nosami. Później było już tylko lepiej...

Chleb na zakwasie z karmelizowanym porem i pestkami
wg Moniki:

Na 12 godzin wcześniej przygotuj zaczyn:

Składniki:
 2 łyżki zakwasu pszennego
1,5 szklanki mąki
3/4 szklanki wody

Przygotowanie:
Do zakwasu wlej wodę, rozmieszaj i dodaj mąkę. Połącz składniki do uzyskania względnie gładkiej pasty. Owiń naczynie folią spożywczą, odłóż w ciepłe miejsce na przynajmniej 8 godzin. Aby sprawdzić czy zakwas jest gotowy do dalszej pracy nabierz go na łyżeczkę i upuść do szklanki wypełnionej wodą. Jeżeli pływa po jej powierzchni, można działać dalej. Jeżeli tonie, musi fermentować dalej.

Ciasto właściwe:

Składniki:
2 szklanki wody (w moim przypadku sporo więcej, bo ciasto nie chciało się połączyć - myślę, że jedna szklanka więcej spokojnie, a mogłam dodać jeszcze ciut więcej)
800 g mąki pszennej typ 550
400 g mąki pszennej razowej
1,5 łyżki soli
cały zaczyn (- 2 łyżki)
2 duże pory
1 łyżka miodu
2 łyżki octu balsamicznego
200 g pestek ze słonecznika
100 g pestek z dyni
2 łyżki masła

Przygotowanie:
Do miski wlej wodę. Dodaj zaczyn zostawiając dwie łyżki, które posłużą Ci jako zaczątek nowego chleba. Zaczyn rozmieszaj z wodą, wsyp mąkę i połącz ją z wodą przy pomocy rąk, ale nie wyrabiaj. Miskę przykryj ściereczką i odstaw na 30 minut.
W międzyczasie przygotuj dodatki. Pora pokrój w cienkie plasterki. Wrzuć na rozgrzaną oliwę (zamieniłam na masło) i smaż do momentu, aż zmięknie. Dodaj miód i ocet balsamiczny, wymieszaj, a kiedy płyny odparują a por pokryje się ciemną glazurą ściągnij go z ognia i wystudź. Na tej samej patelni rozpuść masło (u mnie olej) i wsyp pestki z dyni i słonecznika. Usmaż je na złoto, ściągnij z ognia, pozostaw do ostygnięcia i dodaj do pora.
Do ciasta dodaj sól i przygotowane wcześniej, wystudzone dodatki. Przy pomocy miksera połącz je z ciastem. Następnie wyrzuć ciasto na blat i podsypując minimalną ilość mąki wyrób gładkie ciasto chlebowe, które ładnie odchodzi od blatu.
Wyrobione ciasto umieść w naoliwionej misce. Pozostaw do fermentacji na 2 godziny w międzyczasie 2 razy w odstępach 45 minutowych wyrzuć je na lekko posypany mąką blat, rozpłaszcz i złóż na trzy, a następnie jeszcze raz na trzy. Przefermentowane ciasto podziel na trzy lub dwie części. Uformuj z nich kule i pozostaw na 20 minut. Po tym czasie uformuj je w okrągłe, lub podłużne bochenki, umieść w wysypanych mąką koszykach do wyrastania i pozostaw do wyrośnięcia na ok. 4 godziny w temperaturze pokojowej lub 8 godzin w lodówce.
Wyrośnięty chleb natnij przed włożeniem do pieca. Piecz w naparowanym piekarniku nagrzanym do 230 stopni przez ok 40 minut. Po upieczeniu wystudź.

sobota, 2 listopada 2013

Kokosowy krem

Nalewkę kokosową robimy w dwóch odsłonach. Czasem jest jedwabiście gładko, a czasem z przeszkodami. I dziś wersja z przeszkodami, która bardziej przypomina gęsty krem kokosowy wypełniony po brzegi wiórkami, idealnie nadający się nie tylko do picia, ale i do lodów, budyniów, musów i innych tego typu deserów. 

Kokosowy krem:
Składniki:
200 gr wiórków kokosowych
250 ml spirytusu
1 puszka mleczka kokosowego
1 puszka słodzonego mleka skondensowanego
1 puszka niesłodzonego skondensowanego mleka 

Przygotowanie:

Wiórki wsyp do sporego słoika, zalej alkoholem, szczelnie zakręć i zapomnij o wszystkim na minimum 3 dni. Po tym czasie miksturę wymieszaj z wszystkimi mlekami przelej do butelek i odstaw na kilka dni, żeby nalewka się przegryzła. Jeśli przeszkody Ci niemiłe zawsze możesz odsączyć wiórki przez sito lub gazę i dopiero czysty alkohol wymieszać z mlekiem, wtedy uzyskasz gładką nalewkę, a wiórki "na rauszu" możesz wykorzystać do ciasta. 

Wesołego sobotniego wieczoru. 

czwartek, 31 października 2013

Prosto pod piwo

Mało to skomplikowane, ale z okazji Dziadowania czy też innego Hallowinowania czasem i tak trzeba. A jak jeszcze pod piwo pasuje, to wyrzutów sumienia brak. Właściwie to prawie tak prosta zakąska jak wysypanie orzeszków do miseczki, ale o ile bardziej efektowna. Niebo a ziemia. I czasem tak trzeba, leniwie, ale z przytupem i imprezowo idealnie.


Parówki w koszulkach z ciasta francuskiego (na 8-12 osób)
Składniki:
400 gr parówek, kiełbasek (co kto woli)
1 opakowanie ciasta francuskiego

Przygotowanie:
Piekarnik nagrzej do 220 stopni Celsjusza. Ciasto francuskie pokrój w 0,5 cm paski i zawiń w nie każdą z parówek - kreatywnośćć mile widziana, im ładniej ułożone ciasto, tym bardziej robi się wykwintnie. Parówki poukładaj na blaszce wyściełanej papierem do pieczenia i wstaw do piekarnika na ok 15 minut. Kiedy ciasto przybierze złotego koloru, przekąski są gotowe. Do parówek pasuje tradycyjna musztarda, czy chrzan, jak i bardziej wymyślne sosy. Teraz wystarczy tylko otworzyć zimne piwo...

piątek, 25 października 2013

Pszenno-żytni z żurawiną i słonecznikiem

Po koszykach przyszedł czas na powrót do korytek. Ale chleb tego wymagał, bo mąki żytniej tu zdecydowanie więcej. No i ta wygoda. Nie do opisania. Zresztą jak smak, bo mimo, że to taki codzienny chleb, to niezwykle dobry. Ze świecą takiego szukać w sklepie.


Chleb pszenno-żytni z żurawiną i słonecznikiem
(3 bochenki po ok 500 gr)


Składniki:
600 gr zaczynu
600 gr mąki pszennej
400 gr ciepłej wody
80 gr suszonej żurawiny
80 gr ziaren słonecznika
5 gr soli
5 gr drożdży piekarniczych
2 łyżki oliwy

Przygotowanie:

Połącz wszystkie składniki (prócz oliwy) i wyrabiaj przez co najmniej 5 minut, żeby uzyskać jednolite, gładkie ciasto. Pod koniec wyrabiania dodaj oliwę i wyrabiaj, aż ciasto będzie błyszczące i gładkie. Chleb odstaw w naoliwionej misce na 1-2 godziny, tak by ciasto podwoiło swoja objętość. Następnie uformuj bochenki i włóż je do korytek i odstaw do ponownego wyrośnięcia na około godzinę. Piecz w piekarniku nagrzanym do 220 stopni Celsjusza, przez 30-40 minut, po tym czasie delikatnie wyjmij chleby z forem i przez około 10 minut dopiecz spód. Chleb jest gotowy, gdy popukany w spód wydaje głuchy dźwięk. Wystarczy go wystudzić i pałaszować.


niedziela, 20 października 2013

Kremowa zupa z marchwi

Pyszna, kremowa i waląca w kubki smakowe aromatycznym imbirem i kapsaicyną z chilli. Fantastycznie rozgrzewająca na nadchodzące chłody. Pierwotny przepis ze strony Magazynu Kuchnia, przerobiony przez nas do tego stopnia, ze wychodzimy z założenia, ze już z pierwowzorem ma do czynienia tyle, że jest z marchewki.



Pikantna zupa krem z marchwi
Składniki:

750 gr marchwi
1 średni korzeń pietruszki
kawałek korzenia selera wielkości pietruszki
1 średnia cebula
1-2 ząbki czosnku
1 litr bulionu lub wody
1 papryczka chilli
centymetrowy kawałek imbiru
ziołowe grzanki
100 gr sera pleśniowego typu rokpol
sól, pieprz, ziele angielskie i liść laurowy do smaku
1 łyżka oleju

Przygotowanie: 
W garnku rozgrzej tłuszcz, podsmaż na nim pokrojoną w piórka cebulę. Kiedy cebula się zeszkli dodaj drobno posiekany czosnek, posiekaną papryczkę chilli oraz starty na tarce imbir, a po pół minucie pokrojoną w talarki marchewkę, seler i pietruszkę. Podsmaż wszystkie warzywa kilka minut i zalej bulionem i gotuj do zmięknięcia. Zupę lekko wystudź, wyjmij ziele angielskie i liścia laurowego, a zupę zmiksuj na gładką masę - powinna być gęsta i bardzo kremowa. Zupę podgrzej i dopraw do smaku  solą i pieprzem. Podaj z ziołowymi grzankami i pokruszonym serem.


wtorek, 15 października 2013

Wprawkowy bochen przed dniem chleba

Mam nadzieję, że tym razem Dzień Chleba nie umknie mojej uwadze. Cóż zapominalska jestem, a raczej roztrzepana... pogodziłam się z tym i wychodzę z założenia, że taki mój urok. I dlatego, gdyby się nie udało z chlebem w dzień jego święta w niedzielę była wprawka. Zwykły pszenniak, ale wyrastany w koszyku, co w moim przypadku niezmiernie rzadko się zdarza.



Pszenny bochen z pietruszką (dwa bochenki)

Składniki:
500 gr maki pszennej
100 gr maki żytniej
100 gr żytniego zakwasu
350-400 ml ciepłej wody
50 gr ugotowanych ziemniaków
10 gr drożdży piekarniczych
1 pęczek pietruszki
5 gr soli
1 łyżka oliwy

Przygotowanie:
Mąki, zakwas i ziemniaki (pure lub starte na drobnych oczkach tarki) oraz pokruszone drożdże wymieszaj z wodą. Kiedy ciasto będzie już jednolite dodaj sól, oliwę i  posiekaną nać pietruszki. Wyrabiaj ciasto przez około 10 minut. Po tym czasie odstaw ciasto w ciepłe miejsce by drożdże i zakwas zaczęły pracować. Kiedy chleb podwoi swoją objętość będzie gotowy do formowania i wyrastania właściwego - u nas wyrastał przez ok. 2 godziny. Po wstępnym wyrastaniu ciasto lekko zagnieć na oprószonym blacie i uformuj bochenki, włóż do koszyków i odstaw na min. godzinę w ciepłe miejsce. Piekarnik nagrzej do 230  stopni pozostawiając w środku blachę, na której będzie piekł się chleb. Następnie wyjmij chleb z koszyków i przełóż bezpośrednio na rozgrzaną blachę. Piecz przez około 40 minut zmieniając położenie blachy by podpiec gorę bochenków.

ps. Raczej pieczenie jutro nie wyjdzie, a jak wyjdzie to na pewno bez notatki. Niech wiec króluje Światowy Dzień Chleba już dziś :)

środa, 9 października 2013

Wędzony ser twarogowy

Nie ukrywam, że do tego eksperymentu skłonił mnie jeden z kulinarnych programów telewizyjnych Karola Okrasy (dokładniej to Okrasa łamie przepisy). W programie tym wędził domowy twaróg z odrobiną przypraw. Jako że zbliżało się u nas wędzenie kiełbasy, w głowie zabłysnęło - dlaczego by nie spróbować?
Przepis jest banalny, szybki i z bardzo smacznym efektem. A oto co potrzebujemy i co musimy zrobić:

 
Produkty:
- biały ser twarogowy (ja użyłem dwóch półtłustych klinków, następnym razem spróbuję na tłustym)
- zioła/przyprawy wg. preferencji (ja zrobiłem jeden ziołowy: majeranek, pieprz, czosnek, kolendra i kminek podprażone na patelni, ziele ang. i ostry paprykowy: suszona papryka ostra, bardzo ostra i nasze diabelskie domowe chilli)
- sól
niezbędne materiały:
- gaza bądź tetra (ja użyłem gazy kupionej w aptece)

Wykonanie:
Ser na dwa dni przed wędzeniem nacieramy przyprawami, odstawiamy do lodówki żeby się w ziołach marynował. Na parę godzin przed wędzeniem ser ostrożnie przełożyć na gazę, delikatnie posolić, zawinąć tak by się nie pokruszył, a  gaza nie rozwiązała i nic nie spadło podczas wędzenia. Odwiesić do osuszenia.
Wędzimy ok 3 godzin w temperaturze ok 50 stopni. Po tym czasie wyjąć, odwiesić do ostygnięcia.
Nasz ser przechowujemy już ponad tydzień w lodówce i nadal jest smaczny. Jego konsystencja stała się bardziej zwarta (wiadomo - podczas obróbki cieplnej woda odparowała) ale mimo to jest kremowy, rozpływa się w ustach.
Powodzenia i smacznego!

poniedziałek, 7 października 2013

A po grzybobraniu...

Za oknem jeszcze ciemno, a my już gotowi do wyjścia. Jeszcze łyk ciepłej herbaty i w drogę. Do lasu wchodzimy już po wschodzie słońca, wcześniej w poszukiwaniach pomaga tylko latarka. Powolny spacer po lesistych wzgórzach z oczyma wlepionymi w poszycie. I ta radość jak wreszcie znajdzie się jakiś pierwszy podgrzybek, zając, czy prawdziwek, albo mała rodzinka opieniek. Po kilku godzinach powrót do domu, w tym roku na szczęście zawsze z jakimś zbiorem i wreszcie jest... upragnione śniadanie... jajecznica ze świeżymi grzybami!

Jajecznica z opieńkami
Składniki:
4 jajka
jedna mała cebula
200-300 gr obranych grzybów (właściwie to według uznania)
1 łyżka masła
odrobina oleju

Przygotowanie:
Cebulę obierz i pokrój w drobna kostkę. Na patelni rozgrzej olej z masłem, wsyp cebulę (lekko posól) i zeszklij. Grzyby pokrój w spore kawałki i dodaj do zeszklonej cebuli. Smaż aż grzyby zmniejsza objętość, zmiękną i zaczną się lekko rumienić. Na patelnie wbij jajka, lekko mieszaj do uzyskania ulubionej konsystencji. 

Do tego świeże grahamki i nic tylko pałaszować.

czwartek, 26 września 2013

Bananowy song

Właśnie dziś w radiowej Trójce poruszali kwestie wekowania. Jakoś zdziwił mnie fakt, że to niby tylko gospodynie domowe pełną gębą i to na dokładkę na Kaszubach robią przetwory, bo młodzi już wcale, a wcale...  Ta... ja ani stara, ani pełną gębą (no chyba, że akurat coś smacznego miele), a już na pewno do Kaszub to mam hen, hen, albo i jeszcze dalej. No i nie dość, że gotuję to i przetwory jeszcze robię. A w Trójce tak stereotypowo, że młodzi to już wcale? Że nic? Że to taki wyjątek? No ja nie zauważyłam, szczególnie jak wlezę na pierwszy lepszy kulinarny blog, a w sieci jest ich nie mało. Zresztą na Panią Redaktor też się posypała lawina czego to dobrego młodzież nie robiła. I my też robiliśmy, bo gorsi nie jesteśmy, tym razem wyszły nam bananowe słoiczki w dwóch odsłonach.


Bananowy dżem z rumem i rodzynkami

Składniki:
1 kg obranych bananów
skórka otarta  z jednej cytryny
sok z 2,5 cytryny
100 gr cukru
1 opakowanie żelfixu/dżemixu, czy innego mixu na bazie pektyn
100 ml rumu (nasz bardzo mocarny procentowo, ale co kto ma i lubi)
garść rodzynek

Przygotowanie:
Banany pokrój w plasterki lub półtalarki, wrzuć do rondla, dodaj skórkę i sok z cytryny. Przesmaż chwilę by owoce lekko się rozpadły. Dodaj rum, sparzone rodzynki i żelfix. Wymieszaj wszystko dokładnie i doprowadź do wrzenia. Następnie dodaj cukier i smaż prze kilka minut, do uzyskania pożądanej konsystencji. Gorący dżem przełóż do słoików, które po zakręceniu odstaw dnem do góry.

Bananowy dżem z nektarynką i imbirem

Składniki:
700 gr obranych bananów
300 gr wypestkowanych nektarynek
skórka otarta z dwóch cytryn
sok z 2,5 cytryny
kawałek świeżego imbiry wielkości damskiego kciuka (a właściwie wedle gustu do smaku)
50 ml wody
250 gr cukru
1 opakowanie żelfixu/dżemixu, czy innego mixu na bazie pektyn


Przygotowanie:
Banany pokrój w plasterki lub półtalarki, a nektarynki na ósemki a następnie na niezbyt grube plasterki. Owoce wrzuć do rondla, dodaj skórkę i sok z cytryny, starty imbir i wodę. Przesmaż chwilę by owoce lekko się rozpadły. Wymieszaj wszystko dokładnie z żelfixem i doprowadź do wrzenia. Następnie dodaj cukier i smaż prze kilka minut, do uzyskania pożądanej konsystencji. Gorący dżem przełóż do słoików, które po zakręceniu odstaw dnem do góry.


Dżemy proponuję spasteryzować, ot na wszelki wypadek -mała ilość cukru. Około 10 minut powinno wystarczyć.

czwartek, 1 sierpnia 2013

Słonina wędzona

Kolejna odsłony Domowej Masarenki :) Dziś przyszedł czas na opisanie znakomitego delikatesu jakim jest wędzona słonina - niezastąpiony smakołyk na kanapki, "podkładka" pod jajka sadzone czy składnik okrasy wraz z cebulką. Przepis jest wręcz banalny i podobnie jak te na inne domowe wyroby daje wielki pole manewru jeśli chodzi o kompozycje smakowe.

Składniki:
- słonina (im grubsza tym lepsza) 
- 20g soli peklowej na każdy kilogram złoniny
- wszelkiego rodzaju przyprawy wg. preferencji (główne "typy" słoniny, które robimy to: ostra z dużą ilością papryki ostrej, słodkiej, domowego chilli, papryki pimenton;  "staropolska" - z czosnkiem, majerankiem, zielem angielskim, liściem laurowym, kolendrą, pieprzem; "ziołowa" z bazylią tymiankiem i co tylko się nawinie)
- kawałek sznurka 

Przygotowanie:
Słoninę najpierw tniemy w pasy, takiej szerokości, aby było nam wygodnie je wędzić (ok 10 cm szerokości), następnie taki pas słoniny dokładnie nakłuwam z każdej strony widelcem (dla lepszej integracji z przyprawami), montuję oczko z sznurka (należy pamiętać aby nie zrobić dziurki na sznurek zbyt blisko krawędzi, by podczas wędzenia się nie zerwała.
Odmierzamy odpowiednią ilość soli peklowej (20g na każdy kg). Od tego momentu możemy się dać ponieść fantazji. Ważne aby przyprawy utrzeć w moździerzu, malakserze czy też innym ustrojstwie. Mieszankę przypraw łączymy z solą i dokładnie wcieramy w słoninę. Ja, co do przypraw stosuję zasadę - dać więcej niż wskazuje rozsądek, ponieważ smaki ciężko przechodzą w słoninę. 
Po zaprawieniu słoninę zawijam w woreczek/folię spożywczą i odkładam na ok dwa tygodnie w chłodne miejsce (lodówka, chłodna piwnica).
Słoninę zawsze wędzimy łącznie z innymi wyrobami, w przypadku wędzenia np z kiełbasą jest to temperatura 40-50 stopni przez 3 - 3,5 godziny. Ważne, żeby najpierw rozgrzać wędzarnik do wyższej temperatury ok. 50-60 stopni (przy wkładaniu wyrobów temperatura spadnie do odpowiedniego poziomu) i początkowo wędzić w rzadkim dymie. Na ostatnie 20-30 minut podnosimy  trochę temperaturę, mniej więcej do 60 stopni.
Po uwędzeniu doskonale przechowuje się wisząc i dojrzewając w piwnicy. Naprawdę jest bardzo wytrzymała i z czasem tylko zyskuje na smaku.
Smacznego!





A po uwędzeniu prezentuje się tak: WĘDZONA SŁONINA W PEŁNEJ KRASIE

Suplement: Po testach różnych wariantów smakowych polecam skusić się na połączenie miodu i tymianku! Do tego oczywiście odrobina pieprzu dla pokręcenia smaku.

niedziela, 28 lipca 2013

Piwo z puszki

 Po pierwsze, to w tym temacie powienien udzielać się Camilos, bo ja jestem tylko małym browarniczym "przynieś, podaj, pozamiataj". Ale z braku laku, musi wystarczyć moja krótka notatkach na ten temat. No chyba, ze przy kolejnych warkach się zachce :)


Nasze pierwsze. I mimo, że z półproduktu to i tak jesteśmy dumni. Teraz kolejne dwie warki, jedna już w piwnicy, druga dziś zabutelkowana w domu. Ciekawe tylko, czy będzie nam się chciało powalczyć na wyższych poziomach. Kto wie. Z chlebem mi się chce, z mięsem nam się chce. To się więc chyba nawet filozofom nie śniło. Tym bardziej, że pierwsze wysznięte, to i zachęca. 

Zdaję sobie jednak sprawę, że to pierwszy krok w wejściu co najmniej na Śnieżkę. Co gorsza, teraz może być tylko trudniej i więcej szans na przewrócenie się. Ale z drugiej strony, kto nie ryzykuje ten nie ma. Zresztą nawet takie z puszki smakuje bardzo dobrze, lepiej niż sklepowy browar w tej samej cenie. Prawdziwie domowego też próbowałam i wiem, że można zrobić coś naprawdę dobrego. Nic jednak nie zmienia faktu, że przeraża mnie ilość pracy i sporo możliwości, że piwo pójdzie w kibel zamiast ochłodzić w tak upalną niedziele jak dzisiejsza. Na razie więc reszta jest milczeniem. 

A, zapomniałam dodać. Piwo to Staut Coopersa, wzbogacone o jakieś 700-900 gram syropu słodowego. PO dwóch miesiącach lekko smyra podniebienia i o dziwo smakuje nawet tym, którzy za ciemnym piwem nie przepadają.

wtorek, 23 lipca 2013

Zielona żarówa

Pure z groszku podpatrzyłam u Jacquesa Pepina. Po prawdzie popełniłam ciut inną wersję tegoż, nie da się jednak ukryć, że całe podwaliny są żywcem zerznięte od francuskiego szefa. Dodam jeszcze, że to pewnie nie ostatnia wersja zielonego pure, bo zasmakowało wszystkim niebywale... pojawi się więc pewnie i wersja z kolendrą... i kto wie, czy nie z moim ukochanym czosnkiem. 


Pure groszkowo-miętowe
Składniki:
450 gr mrożonego, zielonego groszku
papryczka chilli
2 gałązki świeżej mięty
łyżka masła
łyżeczka oliwy
cukier, cytryna, sól i pieprz do smaku

Przygotowanie:
Zagotuj posłodzoną i osoloną wodę. Wrzuć na wrzącą wodę mrożony groszek i ugotuj do miękkości (ok 1,5 minuty od momentu kiedy woda z groszkiem zacznie wrzeć). Odlej warzywo, zostawiając trochę wywaru z gotowania na wypadek, gdyby trzeba było pure lekko rozrzedzić. Groszek zmiksuj, doprawiając listkami świeżej mięty, chilli (z pestkami lub bez - rzecz gustu i tolerancji pikanterii), sokiem z cytryny, solą i pieprzem. Na koniec dodaj masło, olej i trochę wywaru spod groszku dla uzyskania odpowiedniej konsystencji.


Proste jak budowa cepa, ale wyjątkowo smaczne, uderzające delikatnością groszku, świeżością mięty i leciutkim kopniakiem papryczki.

niedziela, 14 lipca 2013

Cukinia w roli głównej

Zakochałam się i to bez pamięci. Chodzę kilka centymetrów nad ziemią jak tylko wpadnę na pomysł kupienia cukinii. Zastanawiam się co będzie jak w ilościach hurtowych pojawi się na ogrodzie i to od razu w towarzystwie czerwonych, pachnących słońcem pomidorów.

Sałatka z cukinii z rusztu
Składniki:
2 cukinie
1 cebula
2-3 ząbki czosnku
1 nieduży pomidor
1/2 opakowania fety (ok. 120 gr)
2 łyżki oliwy
1 papryczka chilli
sok z cytryny, sól, pieprz do smaku

Przygotowanie:
Cukinie umyj i pokrój bardzo cienko - najlepiej na mandolinie albo obieraczką do warzyw. Upiecz na ruszcie - gdy sezon zdecydowanie nie w pełni idealnie sprawdza się grill elektryczny. Cebule obierz i pokrój w cienkie piórka, a pomidor w drobną kostkę. W docelowej misce przygotuj sos: wymieszaj oliwę z przepuszczonym przez praskę czosnkiem, posiekana papryczką chilli, sokiem z cytryny, solą i pieprzem. Fetę pokrój w kostkę. Do miski wrzuć warzywa oraz ser i dokładnie wymieszaj.

Ot cała filozofia, a naprawdę można się zakochać!

piątek, 5 lipca 2013

Kluseczki w szparagach

To żeby na dobre rozstać się ze szparagami (a niektórym nie dać o nich za szybko zapomnieć). Tym razem zupa, oczywiście kremowa i to w towarzystwie kluseczek.


Zupa szparagowa z kluskami (4-6 osób)
Składniki:
1 kg szparagów
1 cebula
3 ząbki czosnku
1 litr bulionu
gałka muszkatołowa, sól, pieprz, ostra papryka
1 łyżka oleju
1 jajko
3/4 szkl. mąki
3-4 łyżki wody

Przygotowanie:
Szparagi obierz i pokrój, delikatne główki odłóż na bok. Pokrój cebulę w piórka. W garnku rozgrzej olej i zeszklij na nim cebulę. Pod koniec smażenia dodaj czosnek. Dodaj szparagi (bez główek) i wszystko zalej bulionem. Gotuj szparagi do miękkości (w zależności od wielkości warzywa) - około 20 - 30 powinno wystarczyć. Pod koniec gotowania dodaj główki szparagów - ta część jest delikatna i potrzebuję zdecydowanie mniej czasu. Następnie wystudź lekko zupę, zmiksuj ją i przetrzyj przez sito, aby pozbyć się włókienek. W międzyczasie wstaw lekko osoloną wodę i wymieszaj na gładką masę, jajko oraz wodę. Kluseczki kładź łyżką do gotującej się wody i gotuj przez chwilę do momentu aż kluski wypłyną. Na koniec podgrzej zmiksowaną zupę i dopraw ją solą, pieprzem i gałką. Zupę możesz podawać oprószoną ostrą papryką.

wtorek, 2 lipca 2013

Klasycznie i z jajem

Sezon na szparagi się kończy, a u mnie dopiero się zaczął.  Wszystkiemu winne jest moje lenistwo. Szparagi dawno kupione, zrobione i zjedzone. Ba! Nawet obfotografowane. Ale gdzie tam zrobić jakiś wpis... a to czasu nie ma, a to jakiś wyjazd, a to praca, a to coś ciekawszego do zrobienia. I tym sposobem pod koniec sezonu u mnie królują szparagi i to w bardzo klasycznym wydaniu.

Szparaki z sosem holenderskim i jajkiem w koszulce (4 porcje) 
 Składniki:
1 kg szparagów
100 gr masła
5 jaj
2 łyżeczki soku z cytryny
1 łyżeczka octu jabłkowego
sól, pieprz, cukier
oliwa rozmarynowa

Przygotowanie:
Obierz szparagi, zwiąż bawełnianą gumką lub sznurkiem (ważne, żeby był biały) i ugotuj w lekko posłodzonej i posolonej wodzie (zajmie to około 20 -30 minut). W tym czasie rozpuścić 100 gr masła. Następnie wybij 1 jajko rozdzielając białko od żółtka – potrzebne będzie tylko żółtko, które należy ubić z 2 łyżeczkami soku z cytryny oraz łyżeczką octu jabłkowego. Ciągle ubijając dodawaj stopniowo ciepłe (ale nie gorące) mało - zupełnie jak w przypadku kręcenia majonezu.  Sos dopraw solą i świeżo zmielonym pieprzem. Następnie wybij pozostałe jajka - każde osobno - do kawałków folii spożywczej włożonej do kubka i lekko osolonej i skropionej oliwą rozmarynową. Folię zbierz u góry i lekko zawiń, by jajko nabrało ładnego kształtu. Tak przygotowane jajka włóż do wrzątku i gotuj przez około 2 minuty.
Szparagi ułóż na talerzu, polej sosem i ukoronuj kształtnym jajkiem, które skrop jeszcze odrobiną sosu (wszystko możesz też posypać szczypiorkiem dla zaostrzenia smaku).






czwartek, 30 maja 2013

Zielono mi!

Zupy kremy są świetne. Pisałam już o tym nie raz. Tym razem musiałam wymyślić coś, co pomoże zużyć mi spory zapas pesto z czosnku niedźwiedziego. Grzebałam, szukałam i wreszcie znalazłam! I tak powstała zupa z zielonego groszku z pesto inspirowana przepisem z Magazynku Kuchnia.


Zupa z zielonego groszku z pesto
Składniki
4 szkl. mrożonego groszku
1 litr bulionu
średnia cebula
2 ząbki czosnku
0,25 szkl. pesto
1-2 łyżeczki soku z limonki lub cytryny
sól, pieprz do smaku
1 łyżka oleju

Przygotowanie:
Cebule pokrój w drobną kostkę, czosnek posiekaj. W garnku rozgrzej olej i zeszklij cebulę. Pod koniec smażenia dodaj czosnek. Następnie dodaj pesto, przesmaż lekko. Zalej wszystko płynem i dodaj groszek. Gotuj kilka minut, aż groszek zmięknie a smaki się połączą. Odstaw zupę do lekkiego wystudzenia, następnie zmiksuj. Podgrzej, dodaj sok i dopraw według uznania. Zupa idealna w towarzystwie grzanek, placków i kleksa śmietany.




niedziela, 26 maja 2013

Coś dla misia

O tak... Takie cudo robiłam po raz pierwszy. Miód z mniszka. Niby zwykły syrop, ale dzięki mleczowemu pyłkowi o pięknym zapachu miodu, a odpowiednio długo gotowane, nabiera też miodnej konsystencji.

Miód z mniszka
Składniki:
350 kwiatów
0,5-0,75 l wody
750 g cukru
sok z 2 cytryn
0,5 cytryny

 Przygotowanie:
Kwiatki mniszka (oczywiście zebrane w "czystym" miejscu) rozłóż na 1 godzinę na gazecie lub bawełnianej ściereczce - w tym czasie powinny wyjść z nich robaczki. Następnie przełóż kwiaty do garnka, zalej wodą, dodaj pół cytryny pokrojonej w plastry (ze skórką) i gotuj przez około 20 minut. Odstaw wywar na 24 godziny. Następnie odcedź, kwiaty mniszka i cytrynę wyrzuć, do czystego wywaru dodaj cukier oraz sok z cytryny. Gotuj wywar do uzyskania pożądanej konsystencji - syrop lub miód. Kiedy wywar zaczyna szumować, miód na pewno jest już gotowy.

środa, 22 maja 2013

IV Festiwal Dobrego Piwa

Ostatnimi czasy pogoda w weekendy nas nie rozpieszcza. W tygodniu, kiedy tyrać trzeba w pocie czoła i owszem... ładnie i to bardzo, szkoda tylko, że słońce wtedy tylko obserwuje się zza okna. W zeszły weekend nie było inaczej. Mżawka przechodząca w lekki deszcz i temperatura pozostawiająca wiele do życzenia (szczególnie takiemu zmarzluchowi jak ja). W takich to warunkach odbył się IV Festiwal Dobrego Piwa.

Tada... Festiwalowanie czas zacząć.

Nie ukrywam, że mimo deszczu impreza i tak się udała. W godzinach popołudniowych ludzi zrobiło się naprawdę sporo, ale kolejki zdecydowanie nie przypominały tych sprzed 2 lat. Pogoda pewnie była jednym ze znaczących powodów takiego stanu rzeczy. Ukryć się jednak nie da, że sam Festiwal rozrósł się do całkiem sporych rozmiarów.

Krasna znowu popijał z nami :)

I nie straszne nam było błocko...
...które sięgało miejscami po kostki.



































Do rzeczy jednak, bo w tych trzech, krótkich dniach to złoty trunek był najważniejszy. Przyznaję, że próbowaliśmy wielu, jak na moje wątłe ciało zbyt wielu. Plus, że trzeźwość umysłu została zachowana, i ze dzień długi. Wierzę jednak, że niektórym się to nie udało, a to tylko z tego względu, że piwo lało się strumieniami, wystawców było zatrzęsienie, a ceny mniejszych próbek tak nieopłacalne, że moje serce łkało. Przyznaję bez bicia, że wędrując między stoiskami i kupując na dwa kufle (a czasem na cztery czy nawet sześć)- zależy w jak dużej grupie wędrowanie się odbywało) różne rodzaje browarów nie udało nam się spamiętać wszystkiego, co choć na chwilę zetknęło się z naszymi ustami. Wiem, wiem, Kamil już w połowie imprezy zauważył, że mogliśmy zapisywać co u kogo i jak smakuje i w przyszłym roku na pewno tak zrobię. Tym razem będzie jedynie o tym, co zrobiło na nas wrażenie... negatywne lub pozytywne.

Piwa było sporo...




Ludzi też!




























Na pierwszy rzut całkowicie dziwaczny, korzenny i bezchmielowy Gruit Kopernikowski z Kormorana. Dla mnie dziwne, nie do końca smaczne, ale tak Małżowi jak i bratu ten korzenny, goryczkowaty smak odpowiadał. Przyznaję jednak, że trunek wart spróbowania choćby z czystej ciekawości, co to da się uwarzyć. Później Półciemne z czeskiego browaru, ale za diabła nie jestem sobie w stanie przypomnieć skąd. Kupiliśmy je w towarzystwie piwa wiśniowego, które na styl czeski nie było słodkie, a jedynie aromatyzowane. Z tej dwójki zdecydowanie lepsze półciemne o pięknym ciemnym kolorze i niezwykle karmelowym smaku. Mmmmm! Jeden z moich faworytów. W międzyczasie Kamil załapał stoisko z hiper drogimi importowańcami - dla mnie nie za smaczne, za bardzo chmielone (wszak był to dubel), za bardzo intensywne, ale Chłopcy znowu byli zachwyceni i przy stoisku zostaliśmy na dłużej, żeby bratek mógł się spełnić. Nazw nie pamiętam za diabła, tym bardziej, że beczki zmieniały się na inne i człek zawsze mógł trafić na coś innego. Podobna do dubla była IPA z browaru Haust, o dziwo i mnie odpowiadała - wytrawna, chmielowa, ale nie do przesady. I jakoś bardziej z ceną na naszą kieszeń - same plusy. Warty zapamiętania był też ciemny Litovel (lekko karmelowy), który pojechał też z nami do domu. Mandarynkowy Opat zachwycił wszystkich. Wyraźny smak cytrusów, ale znowu bez słodkości pochodzącej z dolanego soku. Piliśmy go w towarzystwie Klastera - wynalazku, którego podobno się nawet nie butelkuje. Piwo niefiltrowane,  mętnawe i bardzo wyraziste w smaku. Reszta się rozmywa smakowo i raczej zapamiętania nie warta. Fakt, że sporo z tych, które udało nam się pić poza festiwalem tez mogłoby się znaleźć na takiej liście. Z racji jednak, że kosztowane poza tą zacną imprezą zostaną przemilczane.

Niektórzy to dopiero się wozili...

I piwo to zdecydowane plusy. Teraz słów kilka o minusach, które zauważyliśmy porównując obecny Festiwal z tym sprzed dwóch lat. Impreza zdecydowanie się skomercjalizowała. Z jednej strony dobrze, bo i wystawców więcej i piw więcej, ale z drugiej strony nie pogadasz o warzeniu, o działaniu browaru, bo większość wystawców to pośrednicy - knajpy, hurtownie etc. Stąd też i ceny wyższe, co akurat moją kieszeń boli, nieproporcjonalność ceny za 0,2, która głównie winna zachęcać do próbowania jak największej ilości dostępnych trunków (szczególnie tym, którzy przyjechali na jeden dzień i trudno w innym wypadku nie urżnąć się jak świnia). A mam wrażenie, ze o propagowanie dobrych trunków tu idzie, a nie efekt zwykłego pijaństwa. I zamkniecie piwowarstwa domowego tylko dla 100 osób i to na bilety. Masakra. I to nie tylko jeśli chodzi o kosztowanie... tu o rozmowy chodziło, o fajnie przeprowadzone warsztaty w podziemiach. Nie od wczoraj wiadomo, że domowi browarnicy (i wszyscy inni domowi) to niezłe świry na punkcie swojego konika i nic tak wiele nie daje, jak rozmowa w takim towarzystwie.

I to, co lubimy najbardziej... gary!

Plus jednak taki, że na błoto się skarżyć nie będziem (choć mogłam przez nie stracić rękę, a na pewno straciłam kufel AD 2011) i na tramwaje, bo wcale nie były przepełnione i na deszcz też nie. O! Podsumowując to w ogólnym rozrachunku impreza naprawdę udana i niezwykle interesującą. I za rok znowu mamy w planach pohalsować między piwnymi straganami.

niedziela, 28 kwietnia 2013

Orkiszowe, śniadaniowe

Ot szybkie orkiszowe bułki. Idealne na śniadanie. Wdzięczne w robocie i spożyciu. I co tu więcej gadać... czas na przepis.

Orkiszowe bułeczki
Składniki:
1 szkl. mąki pszennej
1,5 szkl. mąki orkiszowej
1 szkl. wody
5 gr drożdży piekarniczych
0,25 łyżeczki cukru
1 łyżeczka soli
1 łyżka miękkiego masła

Przygotowanie:
Z odrobiny ciepłej wody, cukru i drożdży przygotuj zaczyn. Odstaw go w ciepłe miejsce do wyrośnięcia. Kiedy zaczyn ruszy, wymieszaj wszystkie składniki i wyrabiaj ciasto przez 5 - 10 minut. Ciasto włóż do lekko natłuszczonej miski i odstaw na 40-60 minut do wyrośnięcia (ciasto powinno podwoić swoją objętość). Następnie lekko zagnieć ciasto i uformuj bułeczki, które połóż na blasze z papierem do pieczenia. Przykryj ściereczką i znowu odstaw do wyrośnięcia (30 minut powinno wystarczyć). Piecz bułki w piekarniku nagrzanym do 180 - 200 stopni przez 25 minut, aż pieczywo nabierze ładnego złotego koloru.


czwartek, 25 kwietnia 2013

Szybki cydr (cydr kartonikowy)

Nie od dziś wiadomo, że Polska jabłkiem stoi. Jest jednym z największych producentów jabłek na świecie oraz oczywiście produktów jabłkowych. Do nich zaliczmy też cydr, który od ok. roku wdziera się na polski rynek i coraz częściej widzimy na półkach sklepowych obok piwa dziwne puszki i butelki z banderolą (niestety cydr klasyfikowany jest jak wina, co się z tym wiąże - inna akcyza itp). Dzisiejszy przepis pokaże jak każdy (dosłownie każdy!) może przyrządzić szybki cydr z soku jabłkowego z kartonika.



Surowce:

- sok jabłkowy (ilość zależy od posiadanego naczynia, w którym będziemy cydr nastawiać)
- drożdże winiarskie (ja używam te, które akurat mam pod ręką, standardowa paczka wg opisu wystarczy na 25l wina/cydru)
- cukier (może być puder - lepiej się rozpuści) - do refermentacji (ok. łyżeczki na każdy litr cydru)
- słodzik - jeśli mamy ochotę na cydr słodki

Sprzęt:

- butla - jakakolwiek butla, do której da się dokupić korek gumowy i przytkać (korki takowe są dostępne w chwili obecnej niemal w każdym markecie oraz na allegro i innych sklepach internetowych). Na butlę taką nada się np. butla z 5l wody, bądź szklana 5-cio litrowa butla z wina z biedronki (wino wbrew pozorom zdatne do picia). Ja od 2-3 lat stosuję butlę 18,9l z wody do dystrybutora (takie jakie są stosowane w biurach i budynkach użyteczności publicznej)
- wspomniany wyżej korek
- rurka fermentacyjna
- wężyk do przelewania (przydatny, aczkolwiek bez jego użycia też się da)
- butelki w które będziemy zlewać cydr do przechowywania.

Przygotowanie:

Na początek należy zapoznać się z instrukcją przygotowania tzw. matki drożdżowej, dokładny sposób podany jest na opakowaniu drożdży. Możemy rozróżnić w zasadzie dwa rodzaje drożdży, aktywne, które w zasadzie nie potrzebują czasu by "ruszyć" (nie ma potrzeby przygotowywania "matki") oraz te, które wymagają namnożenia.
Gdy już ustalimy jakie drożdże mamy i przygotujemy je do dodania, przelewamy prawie cały sok do butli (proponuję zostawić litr lub dwa i dodać je po paru dniach, gdyż sok fermentując bardzo się pieni i łatwo o to, by "wyszedł" przez rurkę). Taką mieszaninę soku z drożdżami odstawiamy w miarę ciemne miejsce o stałej temperaturze. My trzymamy go w mieszkaniu, wtedy fermentacja przebiega szybko ,może również to być piwnica, garaż itp.
Po ok. miesiącu bierzemy nasz prawiecydr i ostrożnie zlewamy z nad osadu, który się zebrał na dnie (tak, naprawdę tyle drożdży się tam namnożyło). Jeśli mamy drugą butlę - to żaden problem, zlewamy odstawiamy na jeszcze jakiś tydzień czy dwa, jeśli nie mamy, to możemy już butelkować.
Jedno ostrzeżenie  - jeśli zabutelkujemy zbyt wcześnie (lub np. nastaw fermentował w niskiej temperaturze), to istnieje możliwość, że gaz powstający podczas fermentacji resztek cukru z soku, może wysadzić opakowanie więc lepiej poczekać dłużej niż za krótko.
Gdy już uznamy, że czas butelkować, należy odpowiednią ilość butelek dokładnie wyszorować. My stosujemy różne butelki, od butelek z piw wszelakich z krachlami (zarówno but. szklane jak i plastikowe), butelki z wszelkiej maści szampanów, a w najbliższym czasie będziemy butelkować w butle 1l z piwa browaru Opat (Czechy).
W chwili obecnej należy podjęć dwie strategiczne decyzje - czy chcemy cydr wytrawny (taki jest w chwili obecnej) czy słodki oraz czy zadowolimy się lekkim nagazowaniem, czy dodamy nieco cukru, by "podkręcić" bąbelki.
Jeśli chcemy słodki - dodajemy do każdej butelki (lub do całości - jak komu wygodniej, jedynie należy pamiętać, że mieszając baniakiem znów wzniesie się osad, który zdążył opaść, zawsze można przelać do innego naczynia, to ułatwi sprawę i rozwiąże problem). Zalecam dobór słodzika metodą testową - nalać 0,5l do szklanki i dodać np. 1 rozkruszoną tabletkę słodzika i skosztować, czy wystarczy czy jeszcze nam mało.
Analogicznie postępujemy z dodatkiem cukru, który zostanie przefermentowany w butelce i da nam przyjemne szampanowe bąbelki. Można albo indywidualnie do butelki albo do całosci dodać odpowiednią ilość. My stosujemy 1 łyżeczkę na 1l butelkę. Zalecam ostrożność z dodawaniem cukru, zbyt duża ilość = dużo gazu w butelce = bum! = strata pysznego napoju.
Gdy już w butli mamy słodzik, cukier i cydryk możemy zamykać butelki i umiejscowić w chłodnym miejscu. Piwnica bądź lodówka będą znakomite.
Konsumpcję można zacząć po ok. tygodniu, nie należy również butelek przechowywać zbyt długo, gdyż ze względu na niski poziom alkoholu (ok ~3-4%) nie jest on zbyt trwały, myślę że ok. pół roku wytrzyma (jeśli mnie pamięć nie myli nasz tyle stał). Najlepszy efekt nagazowania i smakowy uzyskuje się po ok 2 miesiącach.
Powodzenia, smacznego i na zdrowie!  



PS.
Gdyby dla kogoś to 4% to zdecydowanie mało, wystarczy na samym początku do soku dodać cukru. W dużym uproszczeniu 17g cukru = 1% w litrze, taki wzmocniony nastaw należy oczywiście dłużej trzymać w butli.