czwartek, 15 listopada 2012

Wypieczone

Ach! Żeby mi się chciało, tak jak mi się nie chce. I wcale nie chodzi tu o pichcenie, obowiązki służbowe, czy inne absorbujące mnie zajęcia  Wszystko jakoś się dzieje. Swoim rytmem, raz szybciej raz wolniej. Pisać mi się tylko nie chce. Ach! I to jak bardzo. Aż wstyd się przyznać, że to o czym będzie poniżej, się upiekło już prawie półtora miesiąca temu. Wstyd mi trochę. Tym bardziej, że sporo takich obfoconych dań i danek czeka na wrzucenie i mój opis. Może jakiś pomysł na pozbycie się lenia? 

Ciastowa okazja była zacna. Ojciec K. się urodzinował. To raz. Obiecałam, że za te wszystkie ciastka i cukierki upieczemy coś bombowo kalorycznego, z kremem chałowym, na maśle - to dwa. I udało się tak pół na pół. Za namowa Szanownej Matki Cukierniczki zabrałam się za Marcello  Ale zabrałam się jak pies do jeżą i ostatecznie z 10 jaj wyszły mi 3 placki, z których tylko jeden był biszkoptowy. Trza je było piec z osobna i pozostałe podeszły wodą i bardziej przypominały czekoladę, niż czekoladowy biszkopt. Nerwowy ze mnie rocznik, więc najchętniej to co zepsute wywaliłabym przez okno, ale z okazji tej urodzinowej okazji rozpoczęła się akcja torowo-ratownicza. Upiekłam zwykły biały biszkopt - to się udaje bez problemu. Przełożyłam go czekoladowymi biszkoptopodobnymi plackami. Wszystko nasączyliśmy syropem ananasowym z dodatkiem spirytusu i wiśniówką. Ciemne placki zostały przesmarowane powidłami śliwkowymi, a wszystko spoiliśmy maślanym kremem chałowym, który okazał się być przepyszny. Efekt ostatecznie był taki: 
















Przepisu jednak na to kaloryczne cudo nie będzie. A to z tego względu, że jakby na to nie patrzeć wypiek jednak nie do końca udany - choć okazał się być smaczny jak diabli. 

W planach był jeszcze sernik. I tez się piekł... Minus, że jakoś wszystko sprzysięgło się przeciw nam i jak jeszcze ciasto było w piekarniku siadł prąd... i wrócił po kilku ładnych godzinach. Sernik jednak na szczęście się udał i ten przepis już może się pojawić. 


Sernik
Składniki:
1 kg tłustego, zmielonego sera
5 jaj
1/3 kostki masła
1 szklanka cukru
2 łyżki skrobi (ziemniaczanej lub kukurydzianej)
rodzynki
smażona skórka pomarańczowa
cukier waniliowy lub laska wanilii
kieliszek alkoholu (tu: amaretto)
łyżka tartej bułki lub kaszy manny

Przygotowanie:
Włącz piekarnik i ustaw temperaturę na 180 °C. Sparz rodzynki i zalej je alkoholem. 
Dobrze ukręć masło. Powinno być miękkie i puszyste. Stopniowo dodawaj do niego cukier, cukier waniliowy, a następnie żółtka. Kiedy masa będzie puszysta i jednolita powoli połącz ją z serem. Następnie ubij białka na sztywną pianę, którą delikatnie wmieszaj w serowa masę. Pamiętaj, że piana nie może siąść. Na koniec dodaj skórkę pomarańczową, rodzynki przesypane skrobią oraz pozostałą (najlepiej przesianą) skrobię  i delikatnie połącz z całą masą. Sernik przełóż do tortownicy (lub innej formy) wysmarowanej tłuszczem i oprószonej tartą bułką lub kaszą manną. Wstaw do piekarnika i piecz przez około 40 - 50 min. Jeśli wierzch ciasta zacznie się za bardzo przypiekać, możesz położyć na wierzchu folię aluminiową, która ochroni sernik przez przypaleniem. Po tym czasie wyłączyć piekarnik i zostawić w nim sernik na około 10 minut. Następnie wyjąć go i odstawić do całkowitego ostudzenia... 

8 komentarzy:

  1. Piękne wypieki!
    Dobrze,że chociaż przepis na sernik jest...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spoko. Na tort może tez się pojawi... jak mi wyjdzie :)

      Usuń
  2. no no...poszło jak nie wiem! a ja upiekłam ciacho z WC i zamieniłam je z placka na...hmm zobaczysz sama:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przynajmniej mogłaś nie pisać, że smaczny jak diabli!
    To trochę niesprawiedliwe!
    Powinnyśmy Cię zmusić do podania przepisu...jakoś;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobra, następnym razem jak coś mi nie do końca wyjdzie to się poprawię i nie napiszę, że i tak było dobre ;) A przepis prędzej czy później pewnie się pojawi. Niejedna okazja się zdarzy, by torcisko upichcić.

      Usuń