niedziela, 22 maja 2011

II Festiwal Dobrego Piwa


Witamy i zapraszamy!



W sumie już dwa tygodnie temu (jak ten czas leci) wybraliśmy się na II Festiwal Dobrego Piwa połączony z konkursem piw domowych oraz warsztatami browarnictwa domowego. Impreza udała się przednio. Dopisała pogoda, ciekawe piwa i oczywiście domowi browarnicy. Festiwal odbywał się w Centrum Kultury Zamek w Leśnicy - czyli w odległej od Centrum dzielnicy Wrocławia. W rejs między straganami ruszyliśmy w okolicach godziny 14. Było spokojnie i nic nie wskazywało na późniejsze oblężenie. Odpuściliśmy więc sobie rzucanie się na każdy napotkany browar. Spacerowaliśmy z wolna sącząc zakupione do degustacji piwka. I to był błąd. Im bliżej godzin po południowych, tym tłum gęstniał, apogeum stanowiła 40 minutowa kolejka do piw z Browaru Opat i niemożliwe do przejścia wąskie gardło między straganami. To jednak niewielkie minus naprawdę przedniej imprezy, której myślę, że i w przyszłym roku nie odpuścimy.

"Centrum Kultury Zamek Leśnica"

"Centrum Kultury Zamek Leśnica"

Teraz słów kilka o piwach.

Zacny kufel zacnego czereśniowego piwa


Przyznać muszę, że nie sposób było spróbować wszystkich rodzajów wystawianych browarów. Plus taki, że niektóre z lanych na Festiwalu trunków już przepływało przez nasze gardła. Ułatwiło to trochę wybór, podkreślam jednak, że tylko trochę. Udało nam się bowiem popróbować smakowych dziwolągów. Zaczęliśmy od Ciechana Miodowego i Ciechana Pszenicznego. Pszeniczne, jak pszeniczne, ale Miodowe miło zaskoczyło spragnione gardziołka. Oczywiście, że słodkie to piwo, ale piwo... i to z wyraźnie wyczuwalną naturalną nutą miodu. Wszystkim, którzy są fanami miodowych napitków, na pewno smakować będzie. Później przyszedł czas na czeskiego Kozela. Dla urozmaicenia Camilos zakupił ciemnego, a ja jasnego. Wielu piwem się zachwycało. Złe nie było, ale i nie na tyle dobre, lub specyficzne, by zapaść nam w pamięci.

Każdy kto tylko potrafił utrzymać się na dwóch nogach degustował się smakowitymi napitkami

Po tym krótkim spacerze nadszedł czas na warsztaty i smakowanie wyrobów domowych. Do teraz trudno mi wyjść z podziwu, że piwo można uwarzyć w pieleszach domowych. Wiem, wiem... skoro inne wyroby się da, to czemu nie piwo. Zachodu z tym jednak co niemiara i przyznaję, bez bicia, że to nie na moje nerwy. Gotowanie w odpowiedniej temperaturze, filtrowanie, sterylna czystość, bo niewiarygodnie łatwo piwo zepsuć (co nie raz udało się Bratkowi). Są jednak zapaleńcy, którym nie tylko się chce, ale którym bardzo zgrabnie to wychodzi (byliśmy pasażerami wesołego autobusu z Sudeckimi Piwowarami, więc wiem o czym piszę - degustacja trwała jeszcze podczas długiej drogi do domu). W podziemiach Leśnickiego Zamku można było skosztować piw wiosennych, ciemnych jasnych, Ale, Belgijskich i wielu innych, których nie sposób było spamiętać. Co ważne przy każdym z domowych piwowarów można było się zatrzymać i pogaworzyć o warzeniu. Po wyjściu postanowiliśmy spróbować nowości z Browaru Kontraktowego PINTA. Na tapetę poszła Czarna dziura, czyli ciemne jak smoła piwo o głębokim smaku portera oraz a la Grodziskie na wędzonym słodzie, które o dziwo smakowało tylko mnie. Później przyszedł czas na niefiltrowane z Lwówka Śląskiego i piwo z Browaru Zamkowego, którego nawet nie pamiętam. A na koniec przepyszne napitki z czeskiego Opata, historycznego browaru z Bromova. Piwo pieprzowe (wytrawne, z posmakiem pieprzu, aczkolwiek nieostre), czekoladowe (bez słodyczy, ale z cudnym posmakiem gorzkiej czekolady), czereśniowe (wytrawne, pyszne o zapachu i posmaku czereśniowego kompotu). Do tej owocowo korzennej mieszanki dołożyliśmy wiśniowego Magnusa, który okazał się cudownie słodki. Butelkowy czeski Granat (ciemne, głębokie i lekko słodkawe piwo) oraz Lubuskie cytrynowe (czy cytrusowe) pojechały z nami do domu... zdegustowane dzień później.



W przewie, by nasycić trochę brzuchy wchłonęliśmy malutką pajdę chleba ze smalcem i ogórem kiszonym. Była to najdroższa kromka chleba w moim życiu, ale w sumie było warto. Chleb smaczny, choć nie na zakwasie, z mojej domowej piekarenki lepszy, smalec dobry z dużą ilością skwarek, a ogórki cud, miód i orzeszki w jednym... twarde, słone i kwaśne jak trzeba. I na tym skończyliśmy wycieczkę po innych niż komercyjne smakach piwa. Było naprawdę pysznie.

Najdroższa kromka w naszym życiu


Przekąski dla burżuazji

Rzut oka na ostatnie promienie festiwalowego słońca


A wszystkiemu oczywiście towarzyszyła muzyka, m. in. blues-rockowy zespół Mizia&Mizia, którego próbkę możecie zakosztować poniżej:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz