niedziela, 17 stycznia 2016

Śniadaniowe racuszki


W niedziele o poranku czasami lubię poszaleć. To takie śniadania, które można zjeść razem, bez pośpiechu, za to z pełną celebracją. Dlatego zamiast szybkich kanapek stoję przy patelni, gofrownicy, albo piekarniku. Dziś plackowe śniadanie na słodko :)

Śniadaniowe racuszki
Składniki:
1 i 1/5 szklanki mąki gryczanej
4/5 szklanki mąki orkiszowej
2/5 szklanki mąki owsianej
1 i 1/5 szklanki serwatki lub maślanki
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
2 małe jajka'
4 średnie jabłka
2 duże szczypty cynamonu
tłuszcz do smażenia


Przygotowanie:
Jabłka umyj i zetrzyj razem ze skórką na dużych oczkach tarki. Mąki wymieszaj ze sobą, dodaj proszek do pieczenia. Następnie dodaj rozkłócone jaja oraz serwatkę. Połącz wszystkie składniki, na końcu dodając starte jabłka. Na patelni rozgrzej niewielką ilość oleju i smaż placki (jedna łyżka ciasta powinna w zupełności wystarczyć) na złoty kolor. Zajadać ciepłe z jogurtem greckim lub śmietaną, miodem, dżemikiem, albo świeżymi owocami.

wtorek, 12 stycznia 2016

Karczek dojrzewający - z cyklu Domowa Masarenka

To było moje trzecie starcie z tytułowym bohaterem. Niby przepis banalny, niby są ich dziesiątki w internetach, ale dwa pierwsze podejścia kończyły się fiaskiem, a to za słone, a to za długo się suszyło i za słone. Podejście trzecie - idealnie - smak zbalansowany, konsystencja rozpływającej się w ustach ambrozji wprost ze szczytu Olimpu.


Składniki/akcesoria:

- równy, oczyszczony z błonek i odstających kawałków kawałek karkówki wieprzowej - ok. 1,5 kg
- cukier - 1 szklanka
- sól - 3/4 szklanki
- czosnek - 2 ząbki
- majeranek - 2-3 łyżki
- pieprz - 2 łyżki
- damska skarpetka/pończocha/rajstopa
- siatka wędzarnicza (lepsza większa niż mniejsza - łatwiej w nią zapakować kawał mięcha)


Przygotowanie:


Gdy mamy już oczyszczony, równy kawałek mięsa nacieramy go dokładnie cukrem, wkładamy do miski, tak by miał w niej luz (dobrze się sprawdzają plastikowe/styropianowe pojemniki, w których czasem można dostać mięso w sklepie). Cukrem również podsypujemy dno pojemnika oraz wierzch mięsa leżącego w misce. Odstawiamy do lodówki na 48 h. W tym czasie co 12 h zlewamy wodę wyciągniętą z mięsa oraz obracamy kawałek.

Po upływie rzeczonych 48 h mięso płuczemy w zimnej wodzie, szybko, ale dokładnie osuszamy je papierowymi lub bawełnianymi ręczniczkami oraz nacieramy solą, analogicznie jak miało to miejsce przy cukrze. Znów odstawiamy na 48 h, obracając co 12 h i zlewając płyn.
Po tych kolejnych dwóch dniach mięso jeszcze dokładniej płuczemy w zimnej wodzie i osuszamy. Przyprawy dokładnie mieszamy. Czosnek albo drobno siekamy, albo rozcieramy na desce lub używamy praski, majeranek polecam rozetrzeć w dłoniach - uwalnia wtedy więcej aromatu. Pieprz najlepiej utłuc grubo w moździerzu. Taką mieszanką nacieramy dokładnie mięso i odkładamy do lodówki na dobę. Następnego dnia mięso wkładamy w skarpetkę/pończochę/nogawkę rajstopy (Uwaga! w czyste!:)) Polecam je wcześniej wygotować, wymieniając wodę raz czy dwa, by wypłukać barwnik, dlatego też lepiej wybierać jasne, poza tym taki kawał mięsa w czerwonej kabaretce mógłby w niezdrowy sposób kusić wszelkiej maści fetyszystów. Mięso zawijamy w pojedynczą lub podwójną warstwę materiału (powinno go wystarczyć nawet przy stosowaniu skarpetki). Materiał zawiązujemy i całość wkładamy w siatkę wędzarniczą. Można mięso również obwiązać, ale w trakcie dojrzewania i wysychania sznurek się luzuje, natomiast siatki są elastyczne i się dostosowują.




Odwieszamy w przewiewne miejsce - może być w kuchni w okolicy okna, lepiej w niższej temperaturze i w mniejszej wilgotności, dlatego nie polecam okolic kuchenki. Mięso musi wisieć min. 5 dni, po tym czasie możemy sprawdzić, czy konsystencja nam odpowiada - my lubimy bardziej miękką, która potem i tak w lodówce jeszcze doschnie i dojrzeje. Gdy uznamy, że mięso jest zgodne z naszymi oczekiwaniami, zawijamy je w papier śniadaniowy/do pieczenia i wkładamy do lodówki aby nieco stężało. Kroić najlepiej na krajalnicy jak ktoś ma, jak nie to bardzo ostrym nożem na możliwie cienkie plasterki.

Smacznego!

sobota, 9 stycznia 2016

Czekoladowe trufle z ganache

Jest karnawał, to musi być coś na słodko. I będą to czekoladki. Proste, jak budowa cepa. Do tego szybkie i niezwykle smaczne. Jedyne czego im brakuje, to reprezentacyjny wygląd, ale w końcu nie można mieć wszystkiego.


Czekoladowe trufle z ganache
Skład:
500 ml śmietany kremówki (30 lub 36%)
500 g czekolady (gorzkiej, deserowej, mlecznej lub mieszanki tychże w proporcjach jakie Wam odpowiadają)
50-70 ml likieru (tu: likier baileys)
gorzkie kakao do obtoczenia trufli

Wykonanie:
Właściwie postępujemy jak w przypadku zwyczajnego ganache. To znaczy, że musisz pokruszyć czekoladę i rozpuścić ją w śmietanie. Uważaj, żeby śmietana się nie zagotowała. Kiedy cała czekolada się rozpuści wystudź ją - wstaw do lodówki, za okno, czy na balkon - ważne, żeby masa dobrze się schłodziła. Jeśli tak już się stało - czas na mikser.Ubij dobrze masę, aż zrobi się puszysta, w trakcie ubijania dodawaj stopniowo alkohol i znowu odstaw do wychłodzenia. Następnie wychłodzoną masę formuj przy użyciu dwóch łyżeczek w lekko owalne kuleczki i obtocz je w przesianym kakao. A na koniec - znowu chłodzenie. Później możesz się delektować kremowymi czekoladkami :)

ps. Wskazane przechowywanie w chłodzie.

niedziela, 3 stycznia 2016

Matias na śródziemnomorską nutę

Dziś wracam do śledzi. I może dobrze, bo niektórym po sylwestrowo-noworocznych, a przed kolejnym wolnym na Trzech Króli, śledzik do zakąszania może się przydać. Tym razem matias niby tradycyjny, bo i cebula i oliwa jest, ale z dodatkiem suszonych pomidorów (tak, tak nasze zabawy na słońcu w zeszłoroczne upały zaowocowały takimi cudami w słoiczkach) i oliwek wskoczyły na bardziej południowy poziom. 



Śródziemnomorskie śledzie

Skład:
ok 700-800 g matiasów
1 średnia cebula
słoiczek pomidorów
oliwki
oliwa z pomidorów
olej lniany
ewentualnie łyżka octu jabłkowego


Przygotowanie:
Śledzie opłucz i mocz przez minimum 30 minut (wodę można zastąpić mlekiem). Cebulę obierz i pokrój w cienkie krążki, które następnie zalej wrzątkiem i sparz przez minutę czy dwie. Następnie przelej ją zimną wodą i dokładnie odciśnij z nadmiaru płynu. Pomidory pokrój w paseczki, a oliwki w niewielkie plasterki. Ilość pomidorów i oliwek to właściwie tak po uważaniu - u mnie oliwek niewiele, bo i za bardzo za nimi nie przepadam. Wymoczone śledzie pokrój na skos w 5-6 cm kawałki. W pojemniku na zmianę układaj warstwy cebuli, oliwek, pomidorów i śledzi... i tak do samego końca, aż wyczerpią się składniki. Zalej wszystko mieszanką oliwy z pomidorów (u nas pomidory były doprawione zielonym pieprzem bazylią, rozmarynem i tymiankiem) i olejem lnianym (który po prostu uzupełnia braki). Jeśli lubisz kwaśniejszą wersję śledzi, dodaj również łyżkę octu jabłkowego. Tak przygotowane śledzie wstaw do lodówki i daj im kilka dni, żeby przeszły.